Drukuj

Poetka, nauczyciel

Droga Czesławy Łachut do pisania wierszy Czesława Łachut w grodkowskim środowisku przez wiele lat była znana przede wszystkim jako nauczycielka języka polskiego w szkołach podstawowych, zawodowych, średnich, a przez krótki czas (1 rok) miała wykłady z językoznawstwa w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Opolu, a potem przejęła kierownictwo filialnej Biblioteki Pedagogicznej w Grodkowie, skąd odeszła na emeryturę. Będąc na emeryturze, nie zrywała kontaktów ze szkolnictwem. Zatrudniano Ją w różnych miejscowych szkołach, a nawet prowadziła zajęcia w filialnej Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Brzegu na kierunku Pedagogika, do czego upoważniał Ją tytuł doktora nauk humanistycznych, który zdobyła w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. Przez ten długi okres nauki i pracy zawodowej ani ona sama, ani nikt inny nie podejrzewał, co stało się w 2009 roku: wydała trzy tomiki wierszy pod wspólnym tytułem - Meandry, potem pojawiały się kolejne. Ponieważ było to swego rodzaju zaskoczeniem, dlatego warto poznać tę historię w bezpośredniej rozmowie.
Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem wierszy?

 


Muszę przyznać, że zupełnie nietypowo i zupełnie przypadkowo. Jeszcze w Liceum Pedagogicznym w Brzegu myślałam o studiach matematycznych, a w najgorszym wypadku o nauczaniu matematyki w szkołach, gdyż matematyka była moim ulubionym przedmiotem. Z językiem polskim nie miałam problemów, gdyż lubiłam czytać książki, a gramatyki prawie nie było wcale. Dlatego nie zdawałam matury ani z polskiego, ani z matematyki. Liceum skończyłam w 1956 roku i jako 17-letnia dziewczyna, zgodnie z nakazem pracy, znalazłam się (w powiecie grodkowskim), w małej wiejskiej szkole, ucząc w klasach I-IV. Matematyki uczył kierownik szkoły. Podobnie było w następnej wiejskiej szkółce. Mnie przydzielono język polski, rosyjski, wych, fiz. i wszystkie zajęcia pozalekcyjne. Jakże ja męczyłam te dzieci na języku polskim! Nie umiałam gramatyki ani nie potrafiłam przeprowadzić analizy wiersza. Wiersz był dla mnie istną zmorą. Ówczesny inspektor oświaty, św. pamięci Pan Mylenko, służbowo zmusił mnie do zaocznego studiowania języka polskiego w Studium Nauczycielskim w Raciborzu; przecież uczyłam polskiego! Celowo nie przygotowałam się do egzaminu z nadzieją, że nie zostanę przyjęta. Niestety! Zostałam studentką filologii polskiej po zdaniu egzaminu i napisaniu pracy z gramatyki opisowej u „postrachu” całego kierunku – Pana Hipnarowicza. W ten sposób zostałam zakwalifikowana do polonistek, co zamknęło moje marzenia o matematyce. Jeszcze raz pró- bowałam uciec od polonistyki, składając dokumenty na pedagogikę na WSP w Opolu, ale wskazano mi jedynie polonistykę. I tak to się zaczęło i skończyło.
Będąc już na emeryturze, dostałam propozycję od dyrektora Szkoły nr 3 w Grodkowie, Stanisława Bałaja, by popracować w szkolnej bibliotece. Z chęcią zgodziłam się. Po jakimś czasie okazało się, że jest w szkole klasa tak nieznośna, że żadna z pracujących polonistek nie chce prowadzić tam lekcji. Wówczas mnie o to poproszono. Niechętnie się zgodziłam, ale czułam się zobowiązana wobec dyrektora i poszłam do tej klasy. Zachowanie i postawa tych uczniów załamana mnie. Większość była nie do poskromienia i miała lekceważący stosunek do nauki. Po długich przemyśleniach wpadłam na pomysł zainteresowania ich czymś innym. Zaczęłam pisać dla nich teksty humorystyczne (najczęściej wierszowane) związane ze szkołą; ich klasą, nauczycielami, zabawnymi sytuacjami itp., pod które można było podłożyć jakąś melodię znaną lub przez nich ułożoną. Na początku zazwyczaj część lekcji była przeznaczona na realizację treści programowych, a końcowa część na próby. Potem zostawali nawet po lekcjach, by doskonalić to, czego wymagał program przygotowany na jakąś uroczystość szkolną, bo wówczas czuli się ważni i doceniani. W rezultacie poprawiła się dyscyplina na lekcjach i wszyscy przechodzili z klasy do klasy.
Po pewnym czasie założyłam skromny kabarecik szkolny i wysłałam go ze swoimi tekstami na konkurs recytatorski organizowany przez Dom Kultury w Grodkowie. Aktorów wyróżniono nagrodą GRAND PRIX. Zdarzyło się, że na przesłuchaniach była prezes ZNP Maria Juda i po zakończeniu poprosiła mnie, bym coś napisała na spotkanie emerytów, by urozmaicić program. Niechętnie się zgodziłam, ale że to była moja koleżanka ze studiów w Raciborzu, spróbowałam. Posłużyłam się tą samą metodą co z uczniami; pod znane melodie pieśni biesiadnych podłożyłam własne teksty dotyczące różnych sytuacji emerytów w naszym kraju. Podobało się i od pierwszego spotkania zawsze były gorąco przyjmowane. W sumie zebrało się 13 wierszy o tej tematyce.
W 2002 roku odbył się w Brzegu zjazd absolwentów naszej klasy. Na szczęście czy na nieszczęście zabrałam ze sobą owe 13 wierszy, bo pomyślałam, że jako emeryci może coś zaśpiewamy dla urozmaicenia spotkania. I stało się; wszyscy wrócili do domów z kopiami tekstów, a wychowawca cały komplet wysłał do mego kolegi z klasy (prawdziwego poety) Jana Stanisława Skorupskiego, który na zjazd nie przyjechał, a na stałe mieszkał w Zurychu. List otrzymałam szybko z pozytywną oceną, ale poprosił mnie, bym dała spokój emerytom i zaczęła pisać o czymś innym. I tak właśnie się zaczęło, a każdy nasz kontakt Staszek kończył zdaniem: ”Czesiu, pisz wiersze”. Więc pisałam.
Długo opowiadałam, bo i długa była to droga długa. Nigdy nie myślałam, że na nią wkroczę.
Skąd pomysł na publikację wierszy?
Tak jak nigdy nie myślałam o pisaniu wierszy, tak też nigdy nie planowałam ich opublikowania. Były przeznaczone „do szuflady”. Jak zawsze u mnie, stało się inaczej. Najpierw redaktorki „Gazety Grodkowskiej” zaczęły umieszczać w kolejnych numerach przeważnie wiersze okolicznościowe, a potem inne. Pomysł wydania ich w formie książeczek poddała mi Pani Ryszarda Krok (redaktorka „Gazety Grodkowskiej” ), wskazując anons o działalności Wydawnictwa Grodkowskiego prowadzonego przez Agatę Wasilenko-Mikutę .Po rozmowie doszło do realizacji, tzn. wydania czterech tomików pod wspólną nazwą Meandry. Ponieważ do momentu wydania zgromadziłam 213 wierszy bardzo różnych w treści, postanowiłam choćby w przybliżeniu skupić je tematycznie w jednym miejscu, stąd cztery książeczki z tytułami: Poezja codzienności, Zrozumieć siebie, Blisko Natury, Obok okoliczności. Najobszerniejszy tomik 5. Wśród przyjaciół zawiera 125 wierszy, a ostatni Nasze sprawy liczy 90. Mam jeszcze wiersze w „szufladzie”, ale nie wiem, czy je wydam.
Czy potrafi Pani wybrać swój wiersz ulubiony, najważniejszy?
To bardzo trudne. Lubię wiersz Czas, którego jeszcze nie było (Meandry, cz.II, s.12) gdyż zwraca moją myśl do dzieciństwa, młodości i zmusza do refleksji nad teraźniejszością, która jest bardzo daleka od spodziewanej. Lubię też wiersz Palma (Meandry cz.II, s.41) ze względu na komiczność sytuacji, a także Pieśń modlitewną (Meandry cz.III, s.28), ponieważ mnie zawsze wzrusza, gdy słyszę ją w wykonaniu chóru Grodkovia. Jest jeszcze wiele innych wierszy bliskich memu sercu. Wybór w dużej mierze zależy od nastroju w momencie czytania.
Czym są dla Pani wiersze, które Pani napisała?
Przede wszystkim są po prostu mną. Odsłaniają moją osobowość; moje uczucia do bliskich i przyjaznych mi osób, przemyślenia z obserwacji życia, są wyrazem opinii o zdarzeniach i sytuacjach, które aprobuję lub nie; w ogóle są moim życiem wyrażonym słowem. Uważam, że będą spadkiem dla moich dzieci.
W Pani twórczości poetyckiej jest sporo wierszy poświęconych sprawom ważnym dla każdego z nas. Znalazło się też miejsce dla naszego miasta, w którym mieszka Pani ponad 50 lat.
Sprawa jest taka, że nie lubię pisać na zamówienie. Najczęściej takie wiersze bardzo trudno mi tworzyć. Wiele osób pytało, dlaczego nie piszę nic o Grodkowie. Nie chcę pisać źle, a wiele spraw mi się nie podoba. Chyba nie nadaję się do tego rodzaju wierszy, ale jednak napisałam dwa wiersze o naszym mieście – jeden to Nasze miasto (Meandry cz.IV, s.36) oraz drugi – O naszym Grodkowie piosenka (Nasze sprawy, s,76). Do obu wierszy napisano melodie; pierwszy wiersz był zaśpiewany przez aktora ze Szczecina Wiesława Łągiewkę na autorskim spotkaniu w Grodkowie, a drugi przez chór Grodkovia na uroczystości w miejscowym Domu Kultury. W wierszach tych starałam się wykazać piękno naszego miasteczka oraz troskę władz o utrzymanie w dobrym stanie historycznych zbytków. Myślę, że są to wiersze udane.
Czy zna Pani opinie czytelników na temat napisanych wierszy?
Z tego co słyszałam na spotkaniach autorskich wynika, że moje wiersze podobają się czytelnikom, czego dowodem może być to, że ze wszystkich pięciu wydanych tomików jestem w posiadaniu tylko jednego kompletu. Ponadto wiele osób spotkanych na ulicy, w sklepie bardzo pozytywnie wyrażało się o każdym wydrukowanym w „Gazecie Grodkowskiej” wierszu i bardzo żałowali z tego powodu, że gazeta przestała wychodzić. Niektórzy nawet wycinali je z gazety i wklejali do zeszytów. Najbardziej cieszyło mnie, że ci prości ludzie, często tylko po podstawówkach mówili, że trafiałam w ich myśli, przekonania, a nawet utożsamiali się z moimi myślami, mówiąc:”pani pisze tak, że wszystko rozumiem; gdybym umiała, też tak bym pisała”. Nigdy nie zabiegałam o popularność ani nagrody. Nie należałam do żadnego klubu literackiego. Satysfakcje dawały mi wypowiedzi ludzi zwyczajnych, znanych, chociaż cieszyły mnie także opinie osób zupełnie obcych, które zetknęły się z moją twórczością. Na zakończenie przytoczę kilka z nich:
„Wiersze Pani Czesławy to cudowna apoteoza życia we wszelkich jego odmianach, barwach, odcieniach i smakach. To najprzedniejsza poezja życia...”
Ryszard Wojnowicz, Chiczgo, 8 lipca 2011r.
„Wiersze Pani Czesławy są ciepłe i przyjazne, W wielu przypadkach się z nimi utożsamiam”.
Alicja Nawrot, Opole, 4 lipca 2011 r.
„Pragnę podziękować za możliwość przeżycia intelektualnego podczas czytania Pani wierszy. Wiersze podobały mi się ze względu na prosty sposób wyrażania myśli ”.
Jan Stachura, Opole 13 lipca 2011 r.
Zakończeniem naszej rozmowy niech będą słowa mego kolegi - Jana Stanisława Skorupskiego, który napisał:
„Czesiu! Pisz wiersze, nie zważaj na nic. Twoje wiersze są wspaniałe, pełne ciepła i bardzo szczere. To jest poezja!”
Jan Stanisław Skorupski, Zurych, 20 marca 2011 r.

Dziękujemy za rozmowę. Życzymy inspiracji, ciekawych tematów i uznania czytelników.
Rozmawiały: Maria Jurasz i Weronika Jargusz.

Odsłony: 1768

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.-